Igrzyska Paraolimpijskie w Rio

dsc_0285Po tym jak nie udało mi się pojechać do Londynu (m.in. przez kontuzję) dołożyłem wszelkich starań, aby nic nie stanęło mi na drodze w nominacji na Igrzyska w Rio. Zadbałem zarówno o przygotowanie fizyczne kondycyjne, jak również starałem się nie przeciążać, uważać na choroby i inne czynniki zewnętrzne, które mogłyby mnie pozbawić możliwości wyjazdu.

To były cztery lata ciężkiej pracy, szczególnie trudne były ostatnie 8 miesięcy, kiedy przygotowania były najintensywniejsze i zapowiadały zbliżający się, ostateczny sprawdzian. Większość zawodów po drodze wypadała bardzo dobrze i dawała nadzieję na udany start w Rio.

W końcu ten moment wyjazd na odległy kontynent w zupełnie inną rzeczywistość i klimat. Od samego przyjazdu po 2 dniach moja niezawodna przyjaciółka „spastyka” zaczęła mocno o sobie przypominać. Czasem zdarzało mi się, że dokuczała bardziej niż zwykle, ale to było zawsze na chwilę i potem przechodziło. Tutaj jednak nie dawała za wygraną i walczyła przez cały czas, od drugiego-trzeciego dnia pobytu do samego przyjazdu do Polski, a nawet i chwilę dłużej. Myślałem, że dam sobie z nią radę, lecz nigdy aż tak nie dokuczała i nigdy nie trwała tak długo.

To przez nią, podczas pierwszego startu konkurencja P1, pierwszą serię zakończyłem z jedynie 88 punktami. Wiedziałem, że mogę jeszcze to nadrobić o ile mi na to pozwoli. Podczas drugiej i trzeciej serii, trochę się uspokoiła, co też i było widać w wynikach 96 i 93 punkty, dawało perspektywę na pozytywne zakończenie całej rywalizacji. Niestety przy końcówce trzeciej serii i przy kolejnych nie była już tak łaskawa, pokazała na co ją stać. Musiałem walczyć z nią, ze swoimi emocjami, a przede wszystkim z nieubłagalnym czasem, który gnał na złamanie karku. Czwarta seria 91 z siódemką, która padła przy niekontrolowanym napięciu. Do końca zostało już około 15 min. I niestety 20 strzałów. Gdyby jeszcze odpuściła i dała normalnie strzelać, dałbym radę, ale po co miałaby to robić przecież świetnie się bawiła. Chciałem przyspieszyć strzały i strzelać tuż po wjeździe w rejon zanim jeszcze zdąży złapać i zmusi do ponownego odłożenia pistoletu. Niestety zbyt duży nacisk na spust, emocje i pośpiech sprawiły, że jeden z kolejnych strzałów padł zbyt wcześnie przy schodzeniu broni w rejon celowania „trójka” i wyrok zapadł. Wiedziałem, że tego już nie nadrobię i należy dokończyć konkurencję, ale na nic nie mogę już liczyć. Pierwszy start zakończony na dalekim miejscu, ale wiedziałem, że moja koronna konkurencja jeszcze przede mną, jeszcze nie wszystko stracone.

Myślałem, że spastyka w końcu przejdzie, lecz nie przechodziła, a dodatkowo tuż przed drugim startem w konkurencji P3 dodatkowo zaczęły się problemy z kręgosłupem. Drugi start wyszedł znośnie nie było tragedii chociaż trochę zapasu jeszcze było, ale przez spastykę nie dało się „normalnie” powalczyć. Po części dokładnej byłem 10, a po części szybkiej spadłem na 21 miejsce. Nie spodziewałem się dużo lepszych wyników w tej konkurencji, więc też nie byłem rozczarowany wynikiem.

Myślałem, że kłopoty z kręgosłupem, które zaczęły się przed konkurencją P3, same przejdą tak samo szybko jak się zjawiły, ale myliłem się. Utrzymały się do samego końca, a nawet mam je i do teraz. Próbowałem na nie też coś zaradzić, ale nie udało się. Co dzień rano spędzałem koło godziny, a czasem nawet dłużej na próbie wstania z łóżka i zaakceptowania tej pozycji przez mój kręgosłup. Z początku kończyło się drętwieniem nóg, skokami ciśnienia i potami, aż w końcu udało mi się normalnie usiąść. Kosztowało mnie to dużo energii, której tak bardzo potrzebowałem podczas ostatniej mojej konkurencji P4. 14 września podczas ostatniego mojego już startu udawało mi się w miarę radzić z szalejącą spastyką, chociaż wiedziałem że wynik przez to będzie trochę słabszy, lecz duże osłabienie przez problemy z kręgosłupem były nie do przeskoczenia. Walczyłem do końca, ale to nie wystarczyło, żeby powalczyć o najwyższe miejsca.

Udało mi się pojechać do Rio i odpowiednio do tych zawodów przygotować, lecz zabrakło trochę szczęścia i zdrowia, żeby spełnić moje marzenie i powalczyć o najwyższe miejsca. Na razie muszę zająć się zdrowiem, a być może za 4 lata w Tokio uda się jeszcze raz o to powalczyć.

Po wszystkich startach mieliśmy jeszcze ok. 3 dni na zwiedzanie dzięki czemu udało nam się zobaczyć „Jezusa”, „Głowę cukru” i Copacabanę.

dsc_0308

dsc_0429

dsc_0516

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA