Mistrzostwa Polski 2017

DSC_0414W tym roku Skorpion Polkowice po raz kolejny organizował Mistrzostwa Polski. Dla mnie, głównego koordynatora całej imprezy, wiązało się to z dodatkowymi obowiązkami i mnóstwem zadań, prócz normalnych startów i obowiązków zawodnika. Byłem na to przygotowany i wiedziałem, że powalczę o najwyższe miejsca. Jednakże nie było tak idealnie, jak sobie zaplanowałem.

Dwa dni przed Mistrzostwami, które odbyły się w tym roku we Wrocławiu w dniach 15-18 czerwca, przewiała mnie klimatyzacja w samochodzie i się rozchorowałem. Ciągły katar załzawione oczy i kaszel dokuczały szczególnie pierwszego dnia kiedy strzelałem konkurencję P1. Samą konkurencję strzeliłem dość dobrze wchodząc do finału na 3 miejscu (podobnie jak w Gorzowie Wielkopolskim), ale już finał pozostawiał dużo do życzenia. Byłem zmęczony, osłabiony i brakowało pary, żeby strzelić lepiej. Jednakże walczyłem do końca pokonując kolejnych zawodników i ostatecznie zajmując 4 miejsce. W tej konkurencji drużynowo wraz z Krzysztofem Bech oraz Konradem Czajkowskim zajęliśmy 3 miejsce. To był mój pierwszy, ale i nie ostatni medal.

W sobotę, drugiego dnia, ze zdrowiem było już dużo lepiej, jednakże nadal czułem duże osłabieniem i brak mocy. W konkurencji P3 ostatkiem sił udało mi się wywalczyć drugie miejsce, co bardzo mnie ucieszyło.

Ostatni dzień i moja koronna konkurencja P4. Podczas konkurencji strzelałem dobrze na równym poziome nie licząc kilku doskoków przez chwilową utratę koncentracji. Ostatecznie zająłem czwarte miejsce do finału ustępując Grzegorzowi Karpaczowi jedynie o jeden punkt i Sławomirowi Okoniewskiemu o dwa punkty. W finale od początku prowadziłem. Moje strzały były równe, ale niestety nie aż tak dobre, aby utrzymać się na prowadzeniu do końca. Po pewnym czasie wyprzedził mnie Szymon Sowiński, który ostatecznie zajął 1 miejsce.

Tak więc podsumowując, mimo natłoku prac i niespodziewanego przeziębienia, udało mi się wywalczyć dwa srebra indywidualnie i jeden brąz drużynowo. Zostaje jeszcze drobny niedosyt złotego medalu, ale biorąc pod uwagę przeciwności losu i przygotowanie przeciwników cieszę się, że nie było gorzej.